Samczyk
Ulica Krupnicza, moja dobra koleżanka z pierwszego roku,
już prawie przestaje wzruszać, już mnie nic nie wciąga
pod dwunastkę, chyba już nie mam ochoty popróbować,
czy drzwi się nadal tak ciężko otwierają,
może jedynie na widok skrzynki na listy
zrobiłaby się we mnie jakaś rzewność, ale nie wchodzę,
nie zaglądam tam, odarty z porządnego adresu,
ze schodów, z dzwonka do drzwi.
Aż tu dzisiaj idę, a naprzeciw mnie dziewczynka
lat może siedem, z małym koszykiem pełnym marchewek.
Mijamy się prawie przed moimi drzwiami.
I tak się rodzą te wszystkie bajki.
Adam Wiedemann
---
Część I
*** [Ulica Krupnicza]
*** (Chcąc wyjechać do Austrii)
*** (dlaczego już czwarty raz)
*** (Wsiadłem)
*** (nawet nie tyle myśli)
*** (Dopiero pod prysznicem)
Świeże kwiaty
*** (nie nawykła mi dusza)
Sierpień 1991
Drugi
Czternasty
Piętnasty
Dwudziesty
Dwudziesty siódmy
Dwudziesty ósmy
Trzydziesty
Część II
*** (nie śmiej się ze mnie)
*** (Uwaga!)
*** (Na ławce leży gazeta)
*** (Rafał miał rację)
Pożegnania
I love noises
zbyt niska jakość umysłu żeby powiedzieć prawdę
Wiersz
Transmisja
*** [Tyle było śniegu]
Część III
Jabłko
*** [wszyscy mówią]
Pliszka
Język
Sestina (IV)
Małość
Wiersz interwencyjny
pozytyw z Przeczna
Część IV
oceany nareszcie
I TO MA BYĆ DESZCZ?
Dobre maniery
Ktoś mówi do mnie
Venus pobudzona przez Tycjana
Małż żałobny
Sonet
Sądząc z rozmiarów