Kapitan Lazare
Żadna ostrożność nie jest przesadna w dzisiejszych czasach, od kiedy to zwłaszcza fałszerze monet zagnieździli się na dobre w owych okolicach.
(Oblężenie Berg-Op-Zoom 1 )
Zasiada w fotelu krytym aksamitem utrechckim imć pan Jan Blazjusz, podczas gdy zegar u Świętego Pawła 2 dźwięcznie wydzwania południe dachom próchniejącym i zadymionym.
Rozsiada się za swą ladą na ławie z drzewa irlandzkiego ów podagryk lombardzki, aby wymienić mi dukat złoty, który wyjmuję z portek bufiastych — ciepły od pierdnięcia.
Jeden z dwóch tysięcy, które krwawy przeskok fortuny i wojny przerzucił z trzosa opata benedyktynów do mieszka kapitana lancknechtów 3 .
Boże, bądź mi miłościw! Ladaco ogląda go przez szkiełko i waży na swych szalkach, jak gdyby mój kord wybił fałszywą monetę na czerepie mnicha.
Hola! pośpieszmy się, dychawiczny lisie. Nie mam ochoty, ni dosyć czasu, by nastraszyć tych hultajów w dole, którym twoja żoneczka rzuciła właśnie bukiecik przez okienko.
A przydałoby się duszkiem wychylić kilka szklenic — gdym rozpróżniaczony i melancholiczny, od kiedy pokój w Münster zamknął mnie w tym przeklętym zamczysku, jak szczura w latarni.