Życie na Korei
A było tak, że twoja śmierć usiadła w moim cieniu,
żeby się o mnie oprzeć, odetchnąć moimi myślami.
Zerwałem się z miejsca, szukałem słońca w zenicie.
Uzbroiłem się po zęby w humor i witaminy.
Wzruszyłem ramionami i strząsnąłem duszę,
zerwałem czarny bandaż, czarną łunę z pamięci.
Dodałaś mi polotu. Jadłem owoce garściami.
Mikroelementy stanęły na straży komórek.
Szybko, celowo chodziłem, od sprawy do sprawy,
wskoczyłem nawet w ślub nucąc epitalamia.
Zacząłem nawet ćwiczyć: biegi, pompki, sprężyny —
i żadnych nadużyć na niewczesny umór.
Andrzej Sosnowski
Życie na Korei
Latem 1987
Biebrza, Czerwone Bagno
Czas i pieniądz
Rozmowa na wycieczce
Spacer przed siebie
Wiersz dla twojej córki
Milenium
Jesień
Posłowie
Wiersz dla Oberona
Śmierć człowieka nieuformowanego
Esej o chmurach
Gwałtowna moc zanikania
Czym jest poezja
Wiersz dla Becky Lublinsky
Trzy wiersze z bliskiej północy
Huntsville
Wild Water Kingdom
All that jazz