Żegnaj, laleczko
Masz dziś dużo wspólnego ze śniegiem, dziewczynko. Jest luty i do
pierwszego kwiatka jest dalej niż do domu, chociaż nie masz domu ani
nikogo, do kogo mogłabyś się zwracać per panie. Niech więc będzie
opowieść na ukołysanie: w barze przy Sześćdziesiątej Dziewiątej, chociaż
wszyscy wiedzą, że w tym mieście nie numeruje się ulic, piłaś whisky
z określonym typem.
On płakał, ty go trącałaś kolankiem. Z czarną konsekwencją masz
myśleć o prawie własności, o koronkowym glejcie, który podpisałaś.
Cóż więc po kolanku, kiedy las spalony. Za oddziałem banku, w którym
chciałaś ciułać, skręciłaś w drugą stronę jak w upojne krzaki. Źle ci
przebywać w chłodnych opowieściach na zatartym brzegu, źle ci tam
dziewczynko, wolisz wciąż fingować.