Pieśń ósma. Mare - Bianka Rolando

Pieśń ósma. Mare

Wielkie, czarne, rozlewające się po policzkach
Nieskończona liczba koncepcji, myśli, konstruktów
powołanych z przepełnienia do przepełnienia
do jeszcze większej obfitości przelewana
Czułem miliardy, były wspólne i oddzielne
Chłód owiewał mi twarz, spełniona rewolucja
To chłód dostrzegany przez niewielu
za słaba jakość soczewki w lornetce
Dryfowały tu nieoczekiwane metafory
burzycielskie i dzięki falom rytmiczne
Były jak resztki po rozbitych samo lotach
Drzazgi z drewna, resztki wsłuchane ostatecznie

Bianka Rolando
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2017-07-26

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙