Pieśń pierwsza. Pralnia chemiczna
Nic już nie pozostało po dawnych wizerunkach
po wielkich ucztach, na których maczałeś swe usta
dostojnie i powoli, dostojnie i powoli
W pustce, w znużeniu rysują się nowe kształty
musisz przyzwyczaić swój wzrok do mroku
by zauważyć ich śladowe muśnięcia na boku
Oto leżę teraz w ciemności mnogiej, wielokrotnej
Me usta zawiązane są w kokardy drapowane
Tak wygląda drugi początek końca
w zapomnianej przez wszystkich odlewni żeliwa
które kiedyś miało służyć na zbroje, na mundury
tych najsłabszych i niezrównoważonych psychicznie