Pieśń trzydziesta pierwsza. Pejzaż wewnętrzny
Z głębokości swojej wołam do siebie, ni nawet echa
bruna trwająca w sobie sama oducza się już śpiewać
Już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić
już nigdy nie będę śpiewać, już nigdy nie będę mówić
Moje pejzaże wewnętrzne mnożą się niezwykle regularnie
niszcząc drobne odrosty, narośla tęskne i miękkie
Kształty zdają się wykrzywiać, układać w drastyczne chichoty
Żadna farba w paletach, żaden pędzel ni szmata, bez podłoża
Maluj się, maluj, bazaltowy wielkoludzie, idą po ciebie
maluj się w ostatnich pejzażach wewnętrznych, bo za chwilę
za chwilę nie będziesz mógł już nic mówić, z bólu układać
Twój język się zmiesza bardzo, język się zmiesza ze wstydu