W polu
Dwoje nas w ciszy polnego zakątka.
Strumień na oślep ku słońcu się pali,
W liściu, co trafił na krzywy prąd fali,
Wirując, płynie szafirowa łątka 1 .
Nadbrzeżna trawa, zwisając, potrąca
O swe odbicie zsiwiałą kończyną,
Do której ślimak, pęczniejąc z gorąca,
Przysklepił muszlę swym ciałem i śliną.
W przerzutnym 2 pląsie znikliwsza 3 od strzały
Płotka 4 się czasem zasrebrzy na mgnienie.
Pod wodą — spojrzyj! — prześwieca piach biały
I mchem ruchliwym brodate kamienie.