[Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze...]
Wyszło z boru ślepawe, zjesieniałe zmrocze 1 ,
Spłodzone samo przez się w sennej bezzadumie.
Nieoswojone z niebem patrzy w podobłocze 2
I węszy świat, którego nie zna, nie rozumie.
Swym cielskiem kostropatym 3 kąpie się w kałuży,
Co nęci, jak ożywczych jadów pełna misa,
Czołgliwymi 4 mackami krew z kwiatów wysysa
I ciekliną 5 swych mętów po ziemi się smuży 6 .
Zwierzę, co trwać nie zdoła zbyt długo na świecie,
Bo wszystko wokół tchnieniem zatruwa i gasi,
Lecz gdy ty białą dłonią głaszczesz je po grzbiecie,
Ono, mrucząc, do stóp twych korzy się i łasi.