Zbój

Przez śnieżycę, co wyjąc, powiększa przestworza,
Zbój się skrada — w nawianej puszyściejąc bieli...
Nie masz prawa sięgania do ludzkiej gardzieli!
Mam — prawo noża!
Pcha go naprzód w mrok pusty wicher i nadzieja...
Stanął nagle, jak gdyby z durną zmorą zszedł się.
I oczy, zaszronione nieściśle, rozkleja,
I patrzy przed się.
Z cieniem, który ułomnie zboczony na murze
Na przelewne ramiona wdział czapę bez głowy,
W sztywnym brzasku latarni piętrzy się w mundurze
Posterunkowy.

Bolesław Leśmian
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2011-04-19

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙