Staruszki
W labiryntach prastarych stolic, w ich odmęcie,
Gdzie ma swój czar to nawet, co ohydne i wstrętne,
Gnany smutnym kaprysem rad ścigam zawzięcie,
Istoty dziwne, mimo zgrzybiałość ponętne.
Te poczwary bezkształtne — to niegdyś kobiety —
Eponina 1 lub Lais 2 ! Dziś zmięte, zgarbione...
Kochajmy je! to jeszcze duchy — te szkielety
W podarte, wynoszone szmaty otulone.
Czołgają się, chłostane cnotą bezlitośnie,
Drżąc przed nadbiegających hukiem omnibusów 3 ,
I jak relikwie tuląc u boku miłośnie,
Woreczki, szyte w kwiaty lub w godła rebusów.