Piosenka ochlapanego
„Może zmajstrujemy jakiegoś malutkiego Orcia?”,
pytam, skoro już stoi obok
i nie chce odejść, a jej spodnie i koszulka
zachowują się tak, jakby na niej schły,
chociaż ma parasol i raczej przestaje padać.
Dzięki kroplom deszczu na moich okularach
wszystko dookoła chyli się ku upadkowi;
niewiele tego, ale i tak będzie niezły huk.
Od strony chylącego się ku upadkowi szpitala
nadjeżdża chylący się ku upadkowi autobus,
wzbogacając to moje wszystko o trochę czerwieni.
Jeżeli nic, poza jej ubraniem, nie chce