Coś w zaroślach
Ostry, poręczny kozik, czeluść wiadra pod zlewem
(uważać na głowę!), w której niknie kręty wątek
obierzyn, palce w ziemi i — chyba przez tę ziemię —
pokusa kaligrafii: obrać nie tracąc wątku,
wreszcie sumienie: nie obierać zbyt grubo,
bo właśnie pod skórką gromadzi się to dobre,
jakby chciało na zewnątrz.
Zmarszczka skupienia pod lampą, apostrof,
ciemny lot do poprzedniego apostrofu, gdy
umysł potyka się o siebie. Powoli podłoga
jak pokład, ruch, podszepty, skądinąd wiadomo
— wzór na pochodną złożenia 1 musi być, jaki jest,