Kabaret szalony
Noc była. Od Michalika 2 bram
wyleciał zgiełk — ciosów huk.
Pociski krzyków walą w dźwierze 3
aż pękły: w mroku tam
korowód dziwny, zadrżał bruk —
na przedzie koń, chimera-zwierzę,
z kopyta rwie centaur skrzydlony;
długimi ściga go ramiony 4
szkielet człowieka.
Na czaszce jego włosy-mech,
kabaretowy potępieniec;
ściga go śmiech: szaleniec!