Liber mortuorum
mój przyjaciel jest martwy
i z martwych nie wstanie dzisiaj
mimo iż jest gotów
do dźwigania rzeczy utraconych
jutro znowu pójdę za nim
w głęboki oczodół tego samego
co ujrzałem wczoraj
i jeżeli zaniewidzę to dla garstki
łachmanów w których już go nie zobaczę
jutro znowu będę źrenicą
obróconą strasznie na siebie jak wtedy
kiedy się rodził i kiedy umierał
Eugeniusz Tkaczyszyn-Dycki
---
LXVII. Odpowiedzialność
LXVIII. Nagły deszcz
LXIX. Wycieczka do lasu
LXX. Wiadomość z ostatniej chwili
LXXI. Źle skrywana wstydliwość
LXXII
LXXIII. Na rogu Farbiarskiej i Szymonowica
LXXIV
LXXV
LXXVI. Po dzień dzisiejszy
LXXVII. Kobieta z radioodbiornikiem
LXXVIII. Niebezpieczeństwo
LXXIX
LXXX. Upał
LXXXI. Przebudzenie
LXXXII. Manifestacja
LXXXIII. Nieśmiałość
LXXXIV. Pieszczoch
LXXXV. Znak z nieba
LXXXVI. Rekolekcje w 1988 roku