Słoń Birara
— Amra! Amra! — usłyszał chłopak głos matki.
Pomyślał, że dziś po raz trzeci odrywa go od pracy, jednak poszedł do chaty.
Idąc, obliczał, że ma jeszcze do zrobienia dziesięć koszyczków bambusowych. Zamówił je stary kupiec — Anglik handlujący owocami na wybrzeżu. Już słońce stoi wysoko.
Dzień stanowczo za krótki jest dla pracującego chłopca!
A tu raptem odrywają go...
Wszedł do chaty.
Ciemno w niej było.
Przez strzechę z pożółkłych liści palmowych nie zaglądały do wnętrza złociste promienie słońca.
Ojciec chłopaka, kulawy Warora, któremu podczas służby w pułku strzelców królewskich, na wojnie w Kaplandzie 1 pocisk urwał stopę, siedział na ziemi, schylony nad niziutkim zydlem 2 .
Wykuwał z mosiądzu zapinki, sprzączki i małe naczyńka. Postukiwał młoteczkiem, a ostrym dłutkiem żłobił metal.
Warora trudnił się snycerstwem.
Rzeźbił nie tylko w mosiądzu i brązie, lecz też w drzewie, miękkim kamieniu z Radżputany i w kości słoniowej.
Ferdynand Ossendowski
---
Rozdział I. Mały Amra
Rozdział II. Ciężka praca
Rozdział VI. Królewicz Nassur
Rozdział VII. „Wąwóz królewicza”
Rozdział IX. Rozłąka
Rozdział X. Osierocony
Rozdział XI. Samotnik
Rozdział XIV. Do ludzi
Rozdział XV. Powrót
Rozdział XVII. Promienny dzień
Rozdział XVIII. Wielkie łowy
Rozdział XIX. Wierni przyjaciele
Rozdział XX. Odwiedziny
Rozdział XXI. Ostatnia wyprawa