Do Justyny
Drzewa! wyście małe były,
Gdym się rozkochał w Justynie,
Dzisiajście się rozkrzewiły:
Gałąź wasza chłodem słynie.
Insze mi już owoc dały,
Com je w drobnem ziarnku sadził,
Na szczęście mojej zuchwałej.
Drzewa! Jakżem ja się zdradził!...
Ona mnie dotąd nie kocha
Choć jej wzgardy znoszę skromnie
Trzyma mnie, że jest nie płocha,
Martwi, że nie dba i o mnie.