Koteczek
— Co chcesz do herbatki, koteczku?
— Cokolwiek!...
— Ale przecież!...
— Coś taniego!...
— Może szynki?...
— Hm!... Zaraz trzeba brać pół funta.
— Po co? Dla mnie nie trzeba, ja mam jeszcze pieczeń z obiadu!
— Tak?... Ale zawsze to już duży wydatek, nie! — nie potrzeba. Zjem bułeczkę z masłem, mnie to wystarczy zupełnie. Zresztą oszczędzać musimy, daleko jeszcze do końca miesiąca...
Młoda kobieta spojrzała z uwielbieniem na męża.
Jej koteczek byłby w stanie zagłodzić się z oszczędności, gdyby ona na to pozwoliła. Prawda, że pensyjka bardzo szczupła, gratyfikacji nie ma podobno żadnych, a procent z jej posagu zaledwie piąty.
Przynajmniej tak koteczek powiada.
A co kotuchno powie — to święte. Żona ślepo ufać powinna mężowi. Tak ją od dziecka uczono.