[I przyszła szara, wieczorna godzina...]

I przyszła szara, wieczorna godzina,
Wszystko w naturze zcichło w jednej chwili...
Zanim się księżyc z poza wzgórz wychyli,
Zasuwa ugor jakaś martwość sina.
Wiatr zmarszczył lekko sennych wód powierzchnię
I między trawy ułożył się na dnie...
Czasem się promień na wód tafle kładnie,
Rozświetli głębie i bez śladu pierzchnie.
Za chwilę światła rozbłysną w tej ciszy
I noc zapali złotych gwiazd miriady...
Tak cicho... zwolna zasypiają kwiaty...
Zda się, że teraz ludzki duch usłyszy,

Henryk Zbierzchowski
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2014-09-04

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙