Jesienią

Park drzemie... drzewa, jak schorzałe twarze
Zewsząd zwiędłymi rumieńcami świecą...
Z szelestem szklannym liście zwiędłe lecą,
Patrząc na niebo, co umierać każe...
O! gdzieś na gwiazdach wicher łka rozpacznie
Wskrzeszając zmarłe, zapomniane głosy...
Już brzozy-płaczki rozpuściły włosy
— Wkrótce się obrzęd pogrzebowy zacznie.
Pomiędzy bagno mętne zardzewiale 1
Ścieżki, jak widma przypadłszy do ziemi,
W pomroku ręce wyciągają białe.
Aż w końcu dwiema liniami jasnemi

Henryk Zbierzchowski
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2014-09-04

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙