Prace i dnie
Kto był Hezjod?... Tyle wiemy o nim, ile z odnośnych ustępów w dziełach, jakie pozostawił, a mianowicie z Prac i dni dowiedzieć się możemy.
Kiedy żył? Niektórzy, zwłaszcza ze starożytnych, czynili go poetą współczesnym Homerowi, a nawet przedhomerowym, lecz mniemanie takie ostać się nie mogło przy porównaniu ducha utworów obu poetów, różnych od siebie niemal biegunowo. Mitologia Hezjoda jest bardziej skomplikowana i bardziej osadzona na gruncie kosmologicznym, o czym nie myślał Homer; etyka zaś Hezjoda przewyższa Homerową przynajmniej o cały wiek namysłu i doświadczenia. U Homera ludzie to jeszcze półbogi, rycerze, awanturnicy, niemyślący o jutrze, żyjący zdobyczą i chwałą, kiedy u Hezjoda ludzie to skazańcy niedoli, prowadzący śmiertelną walkę z warunkami i potrzebami żywota. „W dzień ich trapią troski, dolegliwości; w nocy nękają złowieszcze strachy; ciężar cierpienia to dla nich dar boski”. Jakżeby wreszcie można Hezjoda odsuwać w wiek przedhomerowy wobec materialnej i niezaprzeczonej wskazówki przeciwnej. Dzieląc przeszłość ludzkości na pięć wieków, istnienie własne mieści on oczywiście w ostatnim; w opisie zaś czwartego wieku o bohaterach współczesnych Homerowi, o rycerzach spod Teb i Troi, wspomina jako o dalekich „poprzednikach” (w. 160 sq. 1 ).
Najwłaściwszym będzie umieścić Hezjoda w jakie sto lat po Homerze lub później, gdzieś w wieku szóstym przed naszą erą. Przypuszczenie to poprzeć można jeśli nie datami, których brak, to przynajmniej analogią stanu społecznego Grecji przezeń opisywanego w Pracach z tym obrazem społeczności helleńskiej w ogóle, jaki podaje ściślejsza historia narodu przed ukazaniem się prawodawców. Był to stan ekonomicznie i administracyjnie opłakany, nieustanna, mordująca walka o marne potrzeby życia, iście darwinowska walka o byt, z naturą piękną, ale niewdzięczną, uporną, z dzikimi zwierzętami, z jadowitymi gadami, ze skwarem słonecznym i brakiem wody (o używalność studni gminy prowadziły zacięte bójki). Jakże daleko jesteśmy od tych romantycznych, a dzięki powodzeniom i tradycji w legendowe szaty przystrojonych wypraw zdobywczych! Ale i wtedy nawet o coś najbardziej chodziło? Słyszymy często z chlubą powtarzany, a do zwycięzców zwykle stosowany wyraz: trofea , pod który dziś podciągamy, co się komu podoba, nawet symbole korzyści idealnych. Nie tak daleko sięgał ten wyraz u swej kolebki, była to po prostu żywność , to, co w gębę wziąć, bo za rycerstwem homeryckim nie ciągnęła karawana wozów intendentury wojskowej, a w domu wszyscy ci króle sami sobie pasali wieprze, jeśli nie starczyło na utrzymanie pachołka.