Włóczęgi

Kogutek rzecze raz do kurki:
— W tym czasie orzechy bywają dojrzałe, pójdźmyż razem na górę i najedzmy się raz do syta, zanim ich wiewiórka nie sprzątnie.
I poszli razem, a że to był dzień biały, zostali więc do wieczora na górze. Ale nie wiem, czy się tak objadły, czy też opanowała ich taka dziwna wesołość, dość, że nie chciały pieszo wracać do domu i kogut musiał zbudować mały powozik z łupin orzechów. Gdy powozik był gotów, kurka zasiadła w nim i rzekła do kogucika:
— Powinieneś się zaprzęgnąć!
— O, jeszcze czego! — odparł kogucik. — Wolę już sobie pójść pieszo do domu, aniżeli ciągnąć wózek z tobą. Takeśmy się nie umawiali. Woźnicą chętnie byłbym, ale żebym sam miał ciągnąć — nigdy!
— O co się kłócicie! — wtrąciła nagle kaczka. — Jesteście złodziejami! Kto wam pozwolił dobierać się do mojej orzechowej góry? Czekajcie, ja wam sprawię!
I z tymi słowy wpadła na kogucika. Ale i kogucik był zuchem, więc zwarł się 1 z kaczką nie żartem. W końcu tak ją żgnął 2 swoją ostrogą, że zaczęła prosić o litość i za karę chętnie pozwoliła się zaprząc do powoziku.
Kogucik siadł teraz na koźle, zrobił się woźnicą i zawołał co siły:
— Dalej, ruszaj, kaczko, żwawo!
Gdy przejechali kawałek drogi, spotkali dwoje pieszych; jeden był igłą, drugi był szpilką. Spotkani zawołali:
— Stać! Stać!
I rzekli, że za chwilę będzie zupełnie ciemno i dalej iść żadną miarą nie mogą, a przy tym jest wielkie błoto, proszą więc, ażeby ich państwo Kogucińscy raczyli zabrać ze sobą.

Jacob i Wilhelm Grimm
Bolesław Londyński
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2010-09-08

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙