Zając i jeż

Powiastka ta wydać się może trochę nieprawdopodobną, a jednak jest prawdziwą, a mój dziadek, któremu ją zawdzięczam, zwykł był mawiać, jeżeli coś opowiadał z przejęciem:
— Prawdziwą musi być, mój drogi, bo inaczej nie mógłbym wam jej powtarzać.
A rzecz się miała tak:
W pewien świąteczny poranek jesienią stał jeż przed wrotami swojego domku, ręce założył jedną na drugiej, przyglądał się figlom porannego wiatru i pośpiewywał sobie piosenkę. Ale przyszło mu na myśl, że mógłby przejść się nieco po polu i przyjrzeć się zarazem, co też dzieje się z jego rzepą. I oto odwrócił się, drzwi domku zamknął i puścił się w drogę na pole.
Odszedł jeszcze niedaleko, gdy mu się trafia zając. Jeż powitał go przyjaźnie: „Dzień dobry”! Ale zając był bardzo dumnym panem, na pozdrowienie nie odpowiedział, lecz tylko poruszył nosem i zapytał:
— Cóżeś tak wcześnie wybrał się w pole?
— Idę na przechadzkę — odparł jeż. — Na przechadzkę? zaśmiał się drwiąco zając. — Sądziłem, że mógłbyś swych krzywych nóg używać do czegoś lepszego.
Słowa te uraziły jeża niesłychanie, dlatego też odrzekł:
— Widocznie ci się zdaje, że swymi nogami więcej wykonać zdołasz niż ja swoimi?
— Bez wątpienia — kpił zając.
— No to się spróbujmy — jeż na to. — Założę się, że jeżeli pójdziemy na wyścigi, to ja cię wyprzedzę.
— Ty, swymi krzywymi łapami? — rzekł zając. — Ależ to można skonać ze śmiechu!

Jacob i Wilhelm Grimm
Bolesław Londyński
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2010-09-08

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙