Wędrowcy

Ten większy pokój, przegrodzony szafą, sprzątało się zawsze na ostatku, a i on był już prawie skończony. Przedświąteczne perfumy myszkowały po całym domu i wciskały się do wszystkich dziurek od nosa, jakie napotkały na swej drodze.
„Nikt nie zna receptury, czyli przepisu na ten zapach! — rozmyślała Agnieszka. — Świerkowe igły, kapusta z grzybami, pasta do podłogi, a reszta? W każdym domu pachnie to inaczej i co roku tak samo”.
Agnieszka klęczała na prastarej pieluszce, pamiętającej jeszcze zamierzchłe czasy jej niemowlęctwa, a teraz zdegradowanej do roli podręcznej ścierki. Pastowała ostatnie centymetry kwadratowe podłogi.
Ach, te grudnie, jak głębokie studnie,
Coraz ciemniej,
Coraz chłodniej,
Coraz nudniej.
Ale w dali jakiś blask, jakiś połysk...
Mrok się wyciąga wciąż dłużej i dłużej,
Zima nadjeżdża na brudnej chmurze,
Ale grudzień jest zawsze wesoły!
Zaśpiewała nagle, zupełnie nieoczekiwanie. Piosenka wyskoczyła jej z głowy sama, jakby siedziała tam już od dawna gotowa i czekała, aż się ją wypuści na swobodę.

Joanna Papuzińska
О книге

Язык

Польский

Год издания

2020-12-18

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙