Cierpienia młodego Wertera
Wszystkie szczegóły dziejów biednego Wertera, jakie tylko zebrać zdołałem, zgromadziłem skrzętnie i podaję wam tutaj, ufny, iż wdzięczni mi będziecie za to. Zaprawdę, niepodobna odmówić podziwu i miłości charakterowi jego oraz zaletom umysłu, a smutne koleje jego życia wycisnąć muszą łzę z oczu.
Zacna duszo, odczuwająca też same, co on tęsknoty, niechże ci z cierpień jego spłynie w duszę pociecha i jeśli los zawistny, lub wina własna nie pozwoliły ci pozyskać przyjaciela bliższego, niechże ci książka ta przyjacielem się stanie 1 .
O jakże cieszę się, że wyjechałem 2 ! Powiesz drogi przyjacielu, że niewdzięcznym jest serce człowieka? Opuściłem ciebie, którego tak kocham, z którym nierozłączny byłem i oto — cieszę się? Ale wiem, że mi przebaczysz, bo czyż los nie uczynił wszystkiego, co mogłoby mnie udręczyć? Biedna Leonora! Byłem jednak niewinnym, czyż mogę bowiem ponosić odpowiedzialność za to, że pod wpływem zalotności jej siostry i miłego z nią obcowania, zrodziła się namiętność w biednym sercu? A mimo to — czyż jestem naprawdę bez winy? Czyż nie podsycałem jej uczuć, czyż nie dawałem się ponosić wrażeniom, czyż nie śmialiśmy się z przeróżnych rzeczy, choć zgoła śmieszne nie były? Czyż wolno człowiekowi skarżyć się na losy swoje? Przyjacielu mój drogi, przyrzekam poprawę! Nie będę już, jak to czyniłem do tej pory, bezustannie przeżuwał owych nikłych zaprawdę przeciwności, jakie przyniosło mi przeznaczenie. Chcę używać tego, co mam przed sobą, a zapomnieć o tym, co było i przeminęło. Zaprawdę, masz słuszność mój drogi: pośród ludzi mniej byłoby trosk, gdyby — o, czemuż się tak dzieje — gdyby nie wytężali całej wyobraźni na wywoływanie zjawy minionych cierpień, a raczej znosili obojętnie to, co niesie chwila bieżąca.
Powiedz, proszę cię, matce mojej, że dołożę wszelkich starań, by należycie załatwić jej sprawy i rychło doniosę o wszystkim. Rozmawiałem z ciotką i zaręczam ci, że nie jest ona tak zła, jak to się o niej u nas mówi. Jest to kobieta żywa i gwałtowna, ale serce ma złote. Opowiedziałem jej o skargach matki, spowodowanych trudnościami uzyskania należnego jej spadku. Wyłożyła mi przyczyny swego postępowania oraz podała warunki, pod jakimi gotowa jest wydać wszystko, co należy, a nawet dać więcej, niżeśmy żądali. Nie chcę się o tym rozpisywać w tej chwili, ale koniec końcem, powiedz matce, że wszystko będzie dobrze. Z racji tych spraw drobnych przekonałem się ponownie, drogi przyjacielu, że nieporozumienia i opieszałość wywołują wśród ludzi więcej może jeszcze zamętu, niż złośliwość i podstęp. Te ostatnie przyczyny zła jawią się w każdym razie rzadziej.
Johann Wolfgang von Goethe
Franciszek Mirandola
---
Część pierwsza
4 maja 1771
10 maja
12 maja
13 maja
15 maja
17 maja
22 maja
26 maja
27 maja
30 maja
16 czerwca
19 czerwca
21 czerwca
29 czerwca
1 lipca
6 lipca
8 lipca
10 lipca
11 lipca
13 lipca
16 lipca
18 lipca
19 lipca
20 lipca
24 lipca
26 lipca
30 lipca
8 sierpnia
Wieczorem
10 sierpnia
12 sierpnia
15 sierpnia
18 sierpnia
21 sierpnia
22 sierpnia
28 sierpnia
30 sierpnia
3 września
20 października 1771
26 listopada
24 grudnia
8 stycznia 1772
8 lutego
17 lutego
20 lutego
15 marca
16 marca
24 marca
19 kwietnia
5 maja
9 maja
25 maja
11 czerwca
16 czerwca
18 czerwca
29 lipca
4 sierpnia
21 sierpnia
3 września
4 września
5 września
6 września
12 września
15 września
10 października
12 października
19 października
26 października
27 października
Wieczorem
30 października
3 listopada
8 listopada
15 listopada
21 listopada
22 listopada
24 listopada
26 listopada
30 listopada
1 grudnia
4 grudnia
6 grudnia
WYDAWCA DO CZYTELNIKA
12 grudnia
14 grudnia
20 grudnia
Po jedenastej