Lata wędrówki Wilhelma Meistra, czyli wyrzekający się

W cieniu potężnej skały siedział Wilhelm w strasznym, wydatnym miejscu, gdzie się stroma ścieżka górska wkoło wystającego rogu nagle zwracała ku głębinie. Słońce stało jeszcze wysoko i oświecało wierzchołki sosen na skalistym gruncie u stóp jego. Coś właśnie notował w swym pugilaresie 1 , kiedy Feliks, który się wszędzie wdrapywał, przyszedł do niego z jakimś kamieniem w ręku.
— Jak się nazywa ten kamień, ojcze? — zapytał chłopiec.
— Nie wiem — odparł Wilhelm.
— Czy to naprawdę złoto, co w nim tak błyszczy? — rzekł tamten.
— Wcale nie — odpowiedział ojciec — i przypominam sobie, że ludzie nazywają to kocim złotem 2 .
— Kocim złotem? — spytał chłopiec, uśmiechając się. — A dlaczego?
— Prawdopodobnie dlatego, że jest fałszywe, a i koty uważane są za fałszywe.
— Zaznaczę to sobie — rzekł syn i włożył kamień do skórzanej torebki, ale zaraz wydobył coś innego, pytając:
— Co to takiego?
— Jakiś owoc — odrzekł ojciec — a sądząc po łuskach, musi być spokrewniony z szyszkami jodłowymi.
— Ale nie wygląda jak szyszka, jest przecież okrągły.
— Musimy spytać strzelca. Oni znają las cały i wszystkie owoce, umieją siać, sadzić i czekać; potem pozwalają latoroślom rosnąć i dojrzewać wedle ich możności.

Johann Wolfgang von Goethe
Piotr Chmielowski
О книге

Язык

Польский

Год издания

2024-03-21

Издатель

Fundacja Wolne Lektury

Reload 🗙