Nic więcej
niepokój z ognia
siwobiały wodospad
rozwiane włosy matki
gdy je czesze rozcięły na pół
smutek wlatuje przez okna
dośnić dospać
dosięgnąć katedr ostatnim
obrotem kół
jak tło mozaiki spękana
ręka na trzonie łopaty
moja może być zbrodnia
i dobry dar