W sprawie naszego bytu - Justyna Budzińska-Tylicka

W sprawie naszego bytu

Będąc ze wszystkich narodów najbardziej dotknięci pożogą wojny 1 , wyniszczeniem ekonomicznym, zrujnowaniem miast, wsi i osad, nie umiemy dziś jeszcze zdać sobie dokładnego pojęcia o stratach dalszych, które jako skutek nienormalnych warunków stwarzają nienormalne życie, nienormalną drożyznę, nienormalną nędzę i nienormalnie wysoką śmiertelność.
Już dziś niedostatek przeraźliwe zęby szczerzy nie tylko w suterynach i poddaszach. Co będzie dalej? Jak przetrwamy jesień, a za nią zimę? Czy dzisiejsze wysiłki społeczeństwa i jego filantropia wystarczą i zaradzą narodowej nędzy?
A jednak wszystko uczynić należy, by być silnymi — wszystkiego się wyrzec, wszystkim pomagać — boć 2 nadchodzi czas naszego Odrodzenia, boć od stu lat naród nasz czekał na Wyzwolenie, boć, jak mówi poeta „to chwila osobliwa”, by do gruntu zniszczyć krwawe odciski naszej stuletniej niewoli i wyjść zwycięsko spod wpływów i ucisku barbarzyńców. Spójrzmy więc jasno w oblicze obecnego nieszczęścia i porachowawszy nasze siły, odważnie, dzielnie weźmy się do pracy z głębokim przekonaniem, że ratujemy przyszłość narodu.
Ja, jako lekarz, najbardziej rozumiem i najsilniej odczuwam wszystko to, co związane jest ze sprawami zdrowotnymi, wszystko, co zapobiega przerażającej śmiertelności, co wzmacnia organizm, co podnosi higieniczne warunki życia codziennego, co tamuje rozwój chorób zakaźnych, co, jednym słowem, może zapobiec narodowi polskiemu, by nie zamarł 3 — wtedy, gdy ma żyć.
Niech ekonomiści wołają, skąd brać pieniędzy, jakie zaciągać pożyczki, jak prowadzić rachunki i jakie wystawiać budżety, niech pedagodzy opromieniają duszę polskiego dziecięcia dotąd zabronionymi skarbnicami naszej narodowej przeszłości, niech umysł ich kształcą prawdą wiedzy i obowiązkami wypływającymi z głębokiej miłości ku swej Ojczyźnie.
A my, lekarze, bijmy się w dzwon na trwogę, że ŹLE SIĘ DZIEJE.
Dziecko jest przyszłością narodu. Wszystko, co dotyczy dziecka, ma zasadnicze znaczenie, bo jakie dzieci, taki naród. To nasza przyszłość, to ciągłość naszego życia. Prawdę tę współczesne kulturalne narody dobrze rozumieją i dlatego w czasach pokoju — to jest w czasie normalnego rozwoju cywilizacji — sprawy dotyczące dziecka były i będą zawsze wysuwane na plan pierwszy społecznych reform, udoskonaleń, badań. Czy wtedy, gdy je gromadzimy w ochronach i żłobkach, czy gdy walczymy z przesądami związanymi z higieną dziecka, czy gdy wołamy o prawa dla dzieci tak zwanych „nielegalnych”, czy gdy dążymy do stworzenia oddzielnych sądów dla nieletnich przestępców, czy gdy budujemy dziecięce szpitale lub przytułki, czy gdy staramy się poznawać przejawy duszy dziecięcej, zawiązując w tym celu specjalne towarzystwa, pisma, a nawet nową naukę, pedologią 4 zwaną. A druga nauka, powstała we Francji, ma na celu podniesienie rasy przez badanie najbardziej sprzyjających warunków dla powstania i rozwoju płodu; nauka ta nazywa się puericulture 5 , czyli hodowla dziecka. Bo obejmując opiekuńczym ramieniem istotę już stworzoną, robimy tylko połowiczny wysiłek fizycznego odrodzenia młodych pokoleń; trzeba więc sięgnąć do początków istnienia przyszłego człowieka, gdy ono wchłania w siebie żywotne soki organizmu matki, a drogą dziedziczności przyjmuje cechy i właściwości fizyczne, umysłowe i moralne rodziców. Wszak człowiek, zarówno jak każda inna żywa istota, stoi w łańcuchu powolnego, ewolucyjnego rozwoju powstania gatunków, a więc postępujmy na wzór hodowli roślin i zwierząt; wszak temu człowiek-rolnik, ogrodnik, hodowca tak dużo poświęca czasu, pieniędzy i wiedzy i tym doszedł już do wspaniałych rezultatów przyrodniczych i gospodarskich.

Justyna Budzińska-Tylicka
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2020-12-28

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙