Schnąca limba
U stóp mych dzika przepaść. W ciemnym niebie blady
Świeci księżyc, podobny wodnej białej lilii,
Co kielich swój nad ciemne głębiny wychyli.
Cicho — grzmot słychać tylko huczącej kaskady 1 .
Nad nurtem jej ze skalnej wyrosła posady
Limba 2 : zżółkłe konary smutno na dół chyli,
Czując, że dłużej walczyć na próżno się sili
I runie — wicher szumi jej hymny zagłady.
Nie ona jedna toczy tę walkę bolesną:
Są ludzie i narody całe na przedwczesną
Śmierć skazane przez losów okrutne przekleństwo...
I czyż warto jest walczyć, nie wierząc w zwycięstwo?