Rzecz wyobraźni
Poesis doctrinae, tanquam
somnium... 1
Fr. Bacon 2
Szkice i artykuły pomieszczone w niniejszym zbiorze pochodzą z różnych okresów, kiedy o poezji pisywałem. Najdawniejsze liczą lat dwadzieścia, najnowsze powstały latem 1956 roku i później. Nie są to wszystkie wystąpienia moje w zakresie poezji, jest to wszakże bardzo poważna ich większość. Uzasadnienie przedruku dostrzegałem w tym, że odczytując po wielu latach dawniejsze i najdawniejsze spośród nich, na ogół zgadzałem się z wypowiadanymi w nich ocenami, a szczególnie sposobem prowadzenia analizy poetyckiej. Wydawało mi się i wydaje, że w ocenie poezji chyba mniej i rzadziej się myliłem aniżeli w sądach o prozie. Czy szkice pisane ostatnio pomieszczą się również w tym uzasadnieniu, na to w chwili obecnej nie można udzielić odpowiedzi.
Tytułów niniejszego tomu nie zamieszczam mimo to w porządku chronologicznym. Bo nie ma to być dokument do rozwoju krytycznego niejakiego Kazimierza Wyki i sumy jego rzekomych czy istotnych racji oraz „odchyleń” jako generalnej linii słuszności — o naiwni! o w sobie zadufani! — lecz po prostu dokument czy przyczynek do rozwoju poezji polskiej w ostatnich kilkunastu latach. Dlatego ułożony zostaje w grupy i całości, jakie zapewne same się tłumaczą: zmarli; debiuty lat 1956/1957; poeci dawniej pisujący i wciąż oddziałujący.
Ten dokument jest pełen luk. Panuje w nim milczenie o niejednym całkiem wybitnym czy chociażby bardzo głośnym zjawisku poetyckim. Jestem obowiązany wyjaśnić te luki, ażeby nie zostały one położone wyłącznie na karb przypadku. Jakkolwiek miewa on nieraz miejsce w bieżącej praktyce krytycznej. Coś tam przeszkadza, człowiek zwłóczy z zamierzonym artykułem, aż w końcu spada on z biurka, wypchnięty przez następnych — niczym pasażer w tramwaju, zepchnięty ze stopni przez później wsiadających i który już nie złapał ruszającego wozu.
Są i takie luki. Lecz w istocie chodzi o co innego, i to właśnie winien jestem wytłumaczyć. Pisanie o poezji ma w sobie coś ze strojenia własnego instrumentu krytycznego do instrumentu, który już gra, ma swoją barwę, w wielu zespołach i układach brzmi harmonijnie. Z tą dodatkową różnicą, że każdą parę rzeczywistych instrumentów muzycznych — altówkę z obojem, rożek z fletem — można zestroić idealnie, a narzędzia poetyckiej gry są niepowtarzalną indywidualnością, każde dla siebie.
Kazimierz Wyka
---
Przedmowa
I
Przemówienie
Czyżewski — poeta
O Józefie Czechowiczu
I
II
III
VI
List do Jana Bugaja
I
II
III
Próbka sprawy Gałczyńskiego
Drzewo poezji polskiej
Rzecz czarnoleska
I
II
III
VI
II
Na odpust poezji
I
II
III
Urzeczony
I
II
III
VI
Ponowny debiut
I
II
III
Składniki świetlnej struny
I
II
I
II
III
O drobnotowarowych obrotach wyobraźni
I
II
III
Ukraińskie dziedzictwo
Echo katastroficzne
I
II
III
III
Wola wymiernego kształtu
I
II
III
VI
Z lawy metafor
I
II
III
VI
I
II
III
VI
O poezji Bieńkowskiego
I
II
Zaległe tomy Różewicza
I
II
III
Dwa razy Różewicz
I
II
I
II
III
VI
I
II
III
I
II
III
VI
VI
Mój wiersz
„Reduta Ordona. Opowiadanie adiutanta”
I
II
III
Bolesław Leśmian: dwa utwory
I
II
III
VI
I
II
III
VI
Prezentacja Norwida
I
II
III
Dojście do Broniewskiego
I
II
III
Pozagrobowa dyskusja poetycka
„Namiętnością gorsząc surową fortecę”
I
II
III
„Mam ten dar bowiem: patrzę się inaczej”
I
II
III
Dwa skrzydła poezji Anatola Sterna
I
II
III
VI
I
II
III
Płonące groby
Dedecius
I
II
III
VI
I
II
III
VI
„Tren Fortynbrasa”
II
III
Od redakcji
Indeks nazwisk