Dziennik Franciszki Krasińskiej
Tydzień temu, w samo święto Bożego Narodzenia, Jmć 1 Dobrodziej ojciec mój kazał przynieść sobie ogromną księgę, w którą już od lat kilkunastu, obyczajem wszystkich niemal panów polskich, wpisuje własną ręką rozmaite publiczne i prywatne pisma; są w niej mowy, manifesta 2 , uniwersały 3 , listy, paszkwile 4 , wiersze, wszystko porządkiem dat ułożone; pokazywał nam ów zbiór szacowny, czytał niektóre kawałki. Bardzo mi się podobała ta myśl zapisywania ciekawszych zdarzeń i okoliczności, a ponieważ już od lat kilku i po francusku, i po polsku dosyć gładko pisać umiem i niezmiernie pisać lubię, ponieważ i we Francji wiele białych głów 5 podobne rzeczy pisze — przyszło mi na myśl, czybym i ja też coś takiego według możności mojej rozpocząć nie mogła? Uszyłam sobie zatem duży sekstern 6 umieszczę w nim jak najdokładniej, cokolwiek się mnie i bliskiej mojej rodziny tycze 7 , wspomnę, jak potrafię, o rzeczach publicznych. Jmć Dobrodziej, jako mężczyzna i człowiek stateczny, nimi wyłącznie swoję księgę zajmuje; on ją układa dla wszystkich, i sposobem poważnym; ja, jako panna nie uczona i młoda, moję ramotę 8 jedynie dla własnej zabawy pisać będę, ale z głowy, szczerze i bez pretensji: będzie to prawdziwy dziennik, bo go prawie co dzień pisać zamyślam. Dziś właśnie Nowy Rok i poniedziałek, wyborna pora do zaczęcia porządnie jakowej rzeczy; już tydzień, jak ją w umyśle układam, trzeba raz z nią wystąpić; zaczynam więc: mam czas wolny, nabożeństwo odbyte rano, pacierze pozostałe odmówię na nieszporach 9 ; jużem ubrana i ufryzowana; właśnie dziesiąta bije na zamkowym zegarze, dwie godziny mam jeszcze do obiadu — napiszę dziś, co tylko wiem o sobie, o rodzinie mojej, o domu naszym, o Rzeczypospolitej, a potem pisać będę kolejno, cokolwiek nam wszystkim ciekawego się zdarzy.
Rodziłam się 1743 roku, mam więc rok szesnasty; na chrzcie św. dano mi imię Franciszki. Słyszałam już nieraz, żem gładka 10 i dorodna, i nieraz, jak spojrzę w zwierciadło, mnie samej zdaje się, żem ładna. „Panu Bogu dziękować — mówi Jmć Dobrodziej — a nie chełpić się 11 . On nas stwarza, nie my siebie. Mam czarne oczy i włosy, płeć 12 białą, żywe rumieńce; chciałabym jeszcze być nieco wyższą, bo lubo 13 wysmukła i wcięta w stanie 14 , są wyższe ode mnie białogłowy; ale mnie straszą, że już nie urosnę. — Idę nie tylko ze szlachetnej, ale z bardzo dawnej i zacnej familii Korwinów Krasińskich; to znakomite nazwisko nosząc, broń Boże! abym go kiedy splamić miała, owszem, rada 15 bym uświetnić i dlatego żałuję czasem, żem nie mężczyzną, gdyż snadniej 16 by mi to przyszło. Jmć Dobrodziej i Jmć Dobrodzika tak są przejęci zacnością domu 17 Korwinów Krasińskich, tak często o tym i oni sami, i dworscy, i goście nawet mówią, tak naganną znajdują rzeczą o swoich antenatach 18 dokładnie nie wiedzieć, że wszystkie mamy tą wiadomością głowy nabite; ja genealogię Krasińskich i historią każdego z nich tak umiem jak pacierz i łatwiej by mi było poczet przodków moich niźli kolej królów polskich wymienić. O, niech tylko spróbuję erudycji mojej w tej mierze! Niech zacznę! Nie skończę tak prędko... Wreszcie pewna jestem, że niektóre szczegóły nigdzie nie są zapisane, tylko w pamięci naszej; lepiej im więc choć białogłowskim piórem trwałości nadać. Może kiedy, kiedy, po mojej już śmierci kto ten dziennik znajdzie i wnuki nowe w nim dla siebie wyczytają rzeczy? Dziwna myśl... niepomału mnie zajęła; ktoś by miał za lat kilkadziesiąt po śmierci mojej czytać ten dziennik? A czemuż nie? Wieleż to listów, pamiętników we Francji podobny los spotkał. O, trzeba pisać starownie 19 i wyraźnie; szkoda tylko, żem w styl nie tak wprawna jak na przykład pani de Sevigné 20 albo Motteville 21 ; kto wie? może by i mnie lepiej po francusku się udało? Bo i pewnie... Ale nie! Nie wypada, żeby Polka, żyjąc w Polsce, przestając z Polakami, nie po polsku dziennik swój pisała; wreszcie francuski język dziś jest w wielkim używaniu pomiędzy panami, ale ta moda minąć może i zapewne by się kto w późniejszych czasach ze mnie gorszył. Jeśli więc ten sekstern myszy nie zjedzą lub też przy tylu fryzurach kto na papiloty 22 nie podrze, jeśli go kto kiedy znajdzie i przeczytać zechce, niech wybaczy nieumiejętności mojej w wielu rzeczach, niech pamięta, żem się nigdy pisać dziennika nie uczyła, że jeszcze lat szesnastu nie mam i że co mnie dziś bardzo zajmuje i obchodzi, jemu w innych stosunkach i po tylu latach zapewne obojętnym się wyda... Ale co mnie się też zawsze po głowie uwija; jakież dziwactwa na myśl mi przychodzą? Wystawiam 23 sobie rzeczy, które nigdy nie będą; ja bardzo lubię tak bujać, a to nie ma czasu na te urojenia; lepiej wrócić do rzeczy, do zaczętego rodziny mojej opisu: już ani zboczę z drogi, wszystko jednym ciągiem pióra napiszę.
Klementyna z Tańskich Hoffmanowa
---
2 stycznia, we wtorek
Dnia 10 stycznia 1759 r., we środę
Dnia 12 lutego, we wtorek
Dnia 27 lutego, we środę
Dnia 12 marca, we wtorek
Dnia 10 marca, we wtorek
Dnia 26 lipca, piątek
Dnia 26 grudnia, we wtorek
Dnia 28 grudnia, we sobotę
Dnia 15 stycznia, we środę
Dnia 29 stycznia, we środę
Dnia 19 marca, we czwartek
Dnia 24 marca, we wtorek
Dnia 15 kwietnia, we środę
Dnia 14 maja, we czwartek
Dnia 27 maja, we środę
Dnia 20 października, we wtorek
Dnia 22 października, we czwartek
Dnia 28 października, we środę
Dnia 15 stycznia, we wtorek
Do Barbary Świdzińskiej
Dnia 23 sierpnia 1781
Dnia 30 września
Dnia 12 stycznia 1762
Dnia 10 sierpnia
Do Anieli Szymanowskiej
Dnia 21 września
Do Jana Świdzińskiego
Tego samego dnia
Do Anieli Szymanowskiej
Dnia 15 października
Dnia 22 listopada
Do Jana Świdzińskiego
Dnia 12 stycznia 1790
Do Anieli Szymanowskiej
Dnia 30 czerwca
Dnia 19 lipca
Do Księżnej Kasztelanowej Krakowskiej
Dnia 15 sierpnia
Do Anieli Szymanowskiej
Dnia 19 września
Dnia 14 listopada
Dnia 14 stycznia 1791
Do Jana Świdzińskiego
Do Anieli Szymanowskiej
Dnia 15 sierpnia
Dnia 11 stycznia 1792
Dnia 23 marca
Dnia 15 lutego 1793