Galapagos
Przezroczyste krajobrazy o kształtach drzew, niebolesne
miniatury w kolorze seledynowym i złotym nałożone na
siebie niezbyt szczelnie. Zapach przechodzi przez ramiona,
wyspa odpływa od oczu albo jest tak bliska, że widać tylko
rude liście. W jakiejś chwili ciemnieje i pęka. Czerwony żar,
blask, olbrzymie ciała pokryte łuską, trą o siebie, trzeszczą,
nie można wydobyć głosu, rozrywają oddechem. To nie są
smoki z bajek, skąd to jest, podarta kora drzew, strzępy skóry.
Jak z rozciętego ciała może nie wytrysnąć krew, jak sprawić,
żeby była biała, nie wiem.
Krwi nie ma. Suchy krajobraz obserwuje siebie. Wzgórza
drążone ręką, odsłaniane do rdzenia. Białe odlewy. Białe,