Moment wieczności
Kiedy czas — kościół rozparty w staw — cmentarz
przebrnie po uda w dzwonach leniwych w południe
powstanie wieczna niedziela — przestrzeń błękitno-święta
zapalić lazur światła od mglistych majolik 1 złudniej.
Wtedy w przestrzeń zapadnę — cichym opadem Atlantyd.
Oceany jak stepy wysoko przeszumią pod słońcem
horyzonty rozpękną światłem w półkoliste rampy
dwa napięcia błękitu odprężą się w dwie równoległe.
. . . . . . . .. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
i usnę...
w falującym łanie ścichłych dzwonów
oceany — kolumny błękitu nie zmilkną odpływem o zmierzchu