Podróże
Czytamy szeroką przestrzeń
liczoną w głębokość spojrzeń
morza dalekie, obłe dźwięczą metalem światła
gdy nagle w horyzoncie przepuk linii dojrzę.
Z brzęczącej blachy morza wypełzną niedbale
powolne, gęste wyspy
obok przejdą bielą
ciepłym rozlewem ulic pierząc roje palem 1
słońce na białe ciepło w zębach osad mieląc.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
W portach które pływają po wypukłym morzu
zmierzch w wieczornych gospodach pachnie cierpko winem