Zamach
Siedzicie w dusznych kawiarniach,
w parnych tchach dni-lokomotyw,
które nie jadą już nigdzie,
bezradne, zlane potem.
Dzień — parująca masarnia
co rano dyszy i rzęzi,
póki jak balon zmęczony
na cierniach słów nie ugrzęźnie.
Noce zmącone są, duszne
w łaszących się woniach perfum,
ach! cały ten świat wasz blady
rozkłada się w nocy jak ścierwo