Sarajewo 1914, Szanghaj 1932, Gdańsk 193?
Opracowanie tej książki zostało sfinansowane na pamiątkę Wandy Romualdy Malinowskiej z domu Skłodowskiej, 16.04.1940–23.03.2019.
W lipcu bieżącego roku zostałem wysłany przez kilka pism polskich do Gdańska celem zbadania tamtejszych nastrojów i zobrazowania sytuacji, panującej w Wolnym Mieście. Reportaż mój rozrósł się — w czasie pisania — w cykl artykułów, które wydaję obecnie razem w osobnej odbitce. Czynię to, sądząc, iż ułatwią one w pewnej mierze zorientowanie się naszego społeczeństwa w tej sprawie, iż do toczącej się dyskusji wniosą może parę momentów nowych, rzucą garść spostrzeżeń, uczynionych pod innym niż dotychczas kątem widzenia.
K.P.
Pan, który w Warszawie prosił mnie po polsku o pożyczenie mu mego „Vossische Zeitung”, gdyśmy minęli graniczny Tczew, zwraca się do mnie już wyłącznie po niemiecku. Drugi sąsiad, jadący ze Lwowa, patrzy na mnie uważnie: ten młody człowiek przed nim siedzący po co jedzie do Gdańska? Dlaczego w rozmowie przed godziną zdawały się go bardziej interesować ilość sztandarów i Sturmabteilungów 1 hitlerowskich niż ponętne lieux de plaisirs 2 sopockie, o których tak tajemniczo a z upodobaniem próbował mówić pan od „Vossische Zeitung” 3 .
Dziwne to bardzo uczucie, z jakim patrzę przez okna pulmana 4 na to, co się tam wyłania czarno przed nami, a jest Gdańskiem. Nie ma żadnych wieżyc gotyckich kościołów, nie góruje nad tym miastem średniowiecza zrąb żadnego zamku. Szara plama skupionych domów przegryziona tu i tam rdzą zieleni jakiegoś parku, przebitą czerwonym kominem fabryki. Koszary czy domy robotnicze, czy jakieś humanitarne więzienie tam na lewo? — już go nie ma, już jest za nami. I dopiero teraz widzę jedną, drugą, trzecią wieżę, hełmy wieżyc takie, jak renesansowy szyszak najpiękniejszego ratusza w Polsce, w Poznaniu. Osobno wielki i ciężki, ucięty, jak wieże Notre Dame, cały w patynie sadz setek kominów od setek lat — Marienkirche 5 . To wszystko to już nie Danzig. To wszystko to owe Gedanum 6 przywilejów jagiellońskich. Gdańsk tysięcy, tysięcy łaszt spławianego zboża, misternej stolarki w czarnym dębie, w której tak bardzo lubowali się sarmaccy szlachcice baroku.
Ksawery Pruszyński
---
Pierwsze wrażenia gdańskie
Rzeczy zasadnicze
„Państwo” czy państwo? — Urzędnicy „obywatele” — Trzy różne czynniki — Pan Müller zagłuszony
Rzeczy, które się pamięta
„Niech Pan nie mówi nic”
Parę słów, dużo gestów
Dwa płuca Polski
Na początku był błąd
Prochy, które wybuchną
A to się dzisiaj mści
Ostatnie wnioski
Aneks
Gdańsk czeka nas
„Miasto niegdyś nasze...”