W czerwonej Hiszpanii
Poświęcam tę pracę
śp. Eugeniuszowi Małaczewskiemu,
autorowi Konia na wzgórzu ,
człowiekowi, który zrozumiał
wojnę, rewolucję i Rosję
i który najlepiej z nas wszystkich
zrozumiałby dziś Hiszpanię.
Pociąg przebija się przez jeszcze jeden tunel, znowu na moment słońce, góry i morze. Na francuskich winnicach zaczyna się właśnie winobranie, przecież to wrzesień. Stajemy na dużej stacji małej mieściny pogranicznej. Władze celne, bezpieczeństwa, polityczne wyciągnęły się długim szeregiem wzdłuż peronu. Z pociągu wysiadają dwie osoby. Cały luksus celników, policji, milicji, cały sztab badaczy dokumentów i paszportów — taki sam jak na każdej zresztą granicy — rzuca się na tę skromną zdobycz, jaką dziś pograniczna stacja francuska przekazała hiszpańskiemu już Portbou 1 .
Młodziutka Hiszpanka, która przez Paryż wracała z kursów wakacyjnych w Exeter, w Anglii, idzie pierwsza. Otwieranie walizek, oglądania paszportu i wizy, koniec. Teraz otwierają moją walizkę, badają wszystko uważnie i wprawnie, zostawiając rzeczy w największym porządku. Wzorowa celnicza robota. Biorą paszport, przeglądają wizy, wznowienia ważności, ważą jak gdyby w ręku.
— Un instant, s’il vous plait 2 .
Paszport dokądś powędrował przez boczne drzwi, a opuszczone przezeń ciało sterczy smętnie na komorze celnej. Komora jest wielką salą, zupełnie pustą. Na ścianie wielkie, czerwono-czarne odezwy i dwa graficznie doskonałe plakaty. Na jednym z nich śmiejący się żołnierz, bez szlif, w mundurze polowym, pociąga za sznurek pajaca, w szamerowanym mundurze oficerskim, z huzarskimi wąsami, niczym jeszcze jedną oznaką władzy, z olbrzymim szabliskiem na sutych rapciach 3 . Pajac-oficer tańczy rześko w ręku żołnierza Papitu. Drugi plakat nie jest, jak ten, na wesoło, ale na groźno, czy raczej na potworno. Brzuchata, koszmarna bestia, z wyłupiastymi oczami żaby, przykłada małpią łapę do olbrzymiego ucha. Bestia ma brunatną skórę barwy habitu, ma krzyż zwisający na różańcu na szyi, ma wreszcie koronę królewską — małą jak u żaby z naszych reklam pasty „Erdal” — na głowie. Tak w grafice rewolucyjnej wyraziła się przestroga, że wróg ma wszędzie swe tajemnicze macki, wszędzie swych szpiegów, wszędzie podsłuchujące uszy i podpatrujące oczy.
Ksawery Pruszyński
---
Droga na Madryt
Niżej historii
„A wtenczas Don Kiszot...”
W Madrycie
Krwawa sierra
El Carpio
Cerro Muriano
Powrót do Grenady
Bogaty czy biedny?
W przededniach
Październik
Czerwoni Waregowie
Załamanie
Ci, co dotrwali
Zbombardowano
Tak, to wojna
Robota śmierci
Oczyma Anglosasa
Batalion Thälmanna
Aby zrozumieć
To samo
Późniejsza wstawka
Wina latyfundiów
Proces Alfonsa XIII
Droga do Bilbao
W zielonym Euskadi
Proboszcz wśród czerwonych
Starsi od Hellady
O rezultaty
Epilog