Wieniec z liści odarty
Wieniec, odarty z liści, wreszcie zanieść muszę
W ogród Ojca mojego, gdzie podmuch szeleści,
I trwonić długo będę mą klęczącą duszę:
Ojciec zna leki tajne, by zgładzić boleści.
Pójdę, pójdę, przynajmniej zagadam szlochaniem:
„O, spójrz, cierpień nad siły”... Popatrzy z ostrożna,
Pod bladością bez wdzięku, okiem łzą zalanem,
Ponieważ jest mym Ojcem, chętnie mnie rozpozna.
Powie: „Oto ty, duszko, żałobna i miła,
Czyż krokom zabłąkanym nie starczyło ziemi?
O, siostro, jam jest Bóstwem; tyś w radości żyła.
Oto domostwo, serce me; nie pogardź niemi! ”