Straszny dziadunio - Maria Rodziewiczówna

Straszny dziadunio

— Hieronim, słyszysz? Wstawaj! A to sen do pozazdroszczenia! Hieronim, Rucio, to ja — Żabba!
— To mi dopiero nowina! — odparł spod burki 1 stłumiony, zaspany głos. — A czego tam chcesz? Pali się?
— Wstań, to zobaczysz.
— Ale kiedy ja nie chcę ani wstawać, ani patrzeć.
— Ano, to się utopisz.
— Coo?
Spod burki wyjrzała na świat rozczochrana, płowa 2 czupryna, potem ręka, potem senna twarz młodego człowieka.
Ziewnął przeciągle, pięściami przetarł oczy i spojrzał.
— Bogowie Olimpu 3 i Walhalli 4 ! Co to, potop? — krzyknął, zrywając się na równe nogi.
Było się czemu dziwić. Chłopski alkierz 5 , gdzie się to działo, po ramy okien pełen był wody. Wszystkie sprzęty były już zatopione, szczelinami wdzierał się nurt, sycząc; wkoło panowała głucha cisza, tylko z dala dochodziła przeciągła wrzawa głosów ludzkich i przeraźliwy ryk bydła.
Zbudzony, stojąc po kolana w wodzie, rozejrzał się zdumiony.
— Cóż milczysz? — krzyknął do towarzysza. — Gadaj, co się stało!

Maria Rodziewiczówna
О книге

Язык

Польский

Год издания

2014-12-02

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙