Niekonieczny list z wakacji

Dzień rozpoczął się od płaczu dziecka,
błękit przesuwał się nad blokami jak dynamit,
jak ebonitowa kość, kiść lodu.
Odniosłem wrażenie, że czyjaś twarz
przegląda się w kreskach asfaltu.
Górą i po bokach zielenie w płynnym pędzie,
ogryzek słońca odgryzł się zza wierzb.
Ruszyliśmy — już po kwadransie
wieloryb jeziora oddychał z trudem,
zaryty w piach u naszych stóp.
„Nie lubię myślników” — zagaił ktoś —
„Ich rozchełstanie zastąpiłbym najchętniej

Mariusz Grzebalski
Страница

О книге

Язык

Польский

Год издания

2017-07-19

Издатель

Fundacja Nowoczesna Polska

Reload 🗙