Próby. Księga pierwsza
Dobrej, rozumnej i miłej towarzyszce pracy, Zofii Żeleńskiej zaczątek 1 ten przedsięwzięcia, zrodzonego z wspólnych myśli i umiłowań, ofiaruję.
Kraków, w lipcu, 1915
Humanizm bojujący, oszalały, wyzwalający się z powijaków średniowiecza i pęt scholastycyzmu jak młody Pantagruel z kołyski, do której go przymocowano łańcuchami — to Rabelais. Humanizm dojrzały, zrównoważony, atmosfera wysokiej kultury umysłowej, jaką oddycha się od niemowlęctwa i która przeszła już w krew — to Montaigne. Wodospad walący się z szumem, bryzgający naokół pianą, tutaj rozlewa się i płynie spokojnym łożyskiem. Montaigne to w literaturze francuskiej pierwszy naprawdę współczesny nam człowiek; Próby jego to biblia nowożytnej myśli. Poczęta w epoce wojen, gwałtów i tyranii stronnictw, w środowisku tyle jeszcze mającym cech umysłowego i duchowego barbarzyństwa, książka ta jest wspaniałym przykładem fortecy wolności , jaką człowiek może sobie stworzyć w swoim wnętrzu. Jakże ten przykład jest na czasie dla nas, którzy żyjemy bezwiednie pod zaborczą tyranią masowych uczuć, pod ciśnieniem przenajświętszego, nietykalnego Komunału!
Michał z Montaigne urodził się w r. 1533, na zamku tegoż nazwiska, z rodziny, która niezbyt dawno doszła do znaczenia i wyżyn, na jakich ją widzimy w osobie jej ostatniego spadkobiercy. Pradziad Michała, Ramon Eyquem, mieszczanin z Bordeaux, wzbogacił się na handlu soloną rybą. W końcu XV wieku rodzina Eyquemów kupiła wraz z innymi posiadłościami zamek i ziemię Montaigne w okolicach Bordeaux. Piotr Eyquem, ojciec wielkiego pisarza, urodzony już w rodzinnym zamku i dziedzic znacznego majątku, zamienia handel na rzemiosło rycerskie, udając się z Franciszkiem I na wyprawę włoską. Za powrotem zaślubił Antoninę de Louppes lub Lopèz, pochodzenia hiszpańsko-żydowskiego, która wianem swoim wzmogła jeszcze zamożność domu. Piotr Eyquem, pan z Montaigne, zażywał poważania w okolicy; był rajcą trybunału w Perigueux, piastował godności obywatelskie, był przez dwadzieścia pięć lat kolejno radnym, wiceburmistrzem, w końcu burmistrzem miasta Bordeaux.
Michel de Montaigne
Tadeusz Boy-Żeleński
Edmund Cięglewicz
---
Od tłumacza
Autor do czytelnika
Księga pierwsza
Rozdział I. Jako różnymi drogami dochodzi się do podobnego celu
Rozdział III. Uczucia nasze wybiegają poza nas
Rozdział VI. Jako godzina parlamentowania jest niebezpieczna
Rozdział VII. Jako uczynki nasze należy sądzić wedle intencji
Rozdział XIII. Ceremonia spotkania się królów
Rozdział XIV. Upieranie się nierozumne przy obronie fortecy zasługuje na karę
Rozdział XVI. Obyczaje niektórych ambasadorów
Rozdział XVIII. Jako nie trzeba sądzić naszej doli aż po śmierci
Rozdział XIX. Jako filozofować znaczy uczyć się umierać
Rozdział XXIII. Rozmaite wyniki tego samego postanowienia
Rozdział XXXII. Iż trzeba unikać rozkoszy, bodaj za cenę życia
Rozdział XXXIII. Często szczęście spotyka się na drodze rozumu
Rozdział XXXIX. Uwagi nad Cyceronem