pociąg rusza
czterdzieści cztery:
węższy od ostrza żyletki przesmyk
między „jeszcze nie” i „już nie”
czy raczej któraś z fal oceanu
pomiędzy jednym i drugim skokiem
wskazówki dworcowego zegara
a czy nie jest tak
że chwile jak groch sypią się
poprzez przestrzeń
i tylko pamięć
nawleka je na wspólną nitkę
z przeciągłym zgrzytem