Henryk Ofterdingen
Oto bór tajny, kędy w szczytach jedli 1
Pogwary wiodą bogi 2 puszcz odwieczne,
Kędy 3 na pustce, z dala od osiedli,
Na graniach wichry się skłębiają sprzeczne;
Gdzie drzewiej 4 ciche, bosko-niebezpieczne
O śmierci jasne rozhowory 5 wiedli
Dusza i słońce, bożek purpurowy,
Nim noc im zwiła 6 wieńce snu na głowy.
Kędy się serce wydziera, na szczyty!
Gdzie orle szumy po nicości chodzą.
Kędy głos każdy nie-wieczny, zabity...
I z tęsknot blaski, widzenia się rodzą...