Strumień
Suniesz jak czas melodyjny, aż czasem prąd mnie oddali,
Widmowo śpią moje dłonie, rozrzucone na płask,
A dusza rośnie w otchłanie, cieniem spływa po fali,
Niesie się, sączy — i oto w strugi przemienia się blask.
Piaskiem szarawym przemyka, srebrne topiele muska,
Lekko się chwieje głębiną, wznosząc przeźroczość 1 pian,
Wybrzeża, co w nią wglądają, w zwarte całują ją usta,
I nie wie, czy to w niej widnej mijany odbija się łan.
We mnie olchy z zieloną twarzą
Ku wichurom strzępią włosy,
Bydlęta na łęgach się parzą,
Ptaki gnają przez pokosy,