Peregrynacja na dzień 1 listopada 2002 i na grób dziadka, malarza czerwonych obrazów
ulica ulizana językiem ciemności
powietrze zimne deszcz cierpliwy: czeka
sam na siebie a tramwaj zwleka już godzinę
bo święto zmarłych ich więc kolej bardziej
podziemna cały tabor tam zstąpił choć zabrać
obiecał wiersz z warszawskich nieprzystanków
na ten największy szary skąd się zacznie
długi marsz pospiesznego gdzie prawdziwy tor
będzie tarł koła slangiem szyn podnosił
pociąg przedmiot liryczny ponad język
rzeki aż nagle pauza nie peron a pora
żółtego światła stacja trawa