List do Jerzego Ficowskiego
Wiesz, wtedy (choć piszę to
jeszcze teraz), drugiego maja
1975 roku, kiedy zszedłem
ze schodów, a potem jeszcze
niżej, w podziemie dworca
i znowu poczułem ten smród
tysięcy papierosów wypalonych
tutaj tego dnia (to znaczy
dzisiaj) i zdałem sobie sprawę
że nic stąd nie wywietrzeje
nigdy, bo nie ma gdzie,
choćby nie wiem ile szlauchów