Był sobie król
Był sobie król...
Za naszych lat dziecięcych nie pytano nigdy:
— Co to za król? Gdzie żył?
Gdyż szło o króla z baśni. Mając lat siedem żaden z nas nie był ciekawy dowiedzieć się czegoś jeszcze o owym królu ni badać, czyli żył i panował w Kaszi lub Kanaudż, czy mu było na imię Siladitja lub Śaliwahan.
Sama owa najwyższa prawda, owa rzeczywistość niezrównana zawarta w słowach:
— Był sobie król...
starczyła, by rozpłomienić radością bez granic i świętym natchnąć uniesieniem małego słuchacza.
Tak było, teraz jest inaczej. Słuchacze są bystrzejsi i żądają większej ścisłości. Naturalnie, wszakże nastały czasy krytycyzmu i nauki. Posłyszawszy taki początek baśni słuchacz uczuwa podejrzenie, kieruje reflektor wiedzy na oną mgławicę legendarną i pyta:
— No dobrze... ale jaki król?
Stosując się do zmienionych wymagań swych klientów, baśniopisowie i ich głosiciele nie zadowalają się już dawną nieokreśloną formą, ale przybierając miny niezmiernie uczone, zaczynają tak:
— Był sobie pewnego razu król imieniem Adżataśatru...
Niestety i to nie starczy chciwemu wiedzy słuchaczowi naszych błogich oświeconych czasów. Uśmiecha się, spoziera spod oka, łyska okularami wiedzy i mówi do autora: