Dzieci szatana
Gordon silnie pochylił się naprzód i zmierzył Ostapa ostrym, niespokojnym spojrzeniem.
— Musisz to zrobić, Ostapie, nie możesz się cofnąć, skoro raz przyrzekłeś; teraz już za późno.
Ostap spojrzał na niego bezrozumnie, pomyślał chwilę i rzekł:
— Nie, nie mogę! Rozumiesz? nie mogę!
Zbladł niezwykle, a twarz mu drgała.
Gordon przechylił się na krześle.
— Musisz! — wyrzekł po chwili.
— Nie chcę! — krzyknął Ostap rozszalały. — Nie chcę! Wszak jesteś człowiekiem! Czyż nie pojmujesz, że tu idzie także o mego ojca? Czyż nie pojmujesz: skoro tylko wskaże mi sposób otwarcia szafy, stanie się współwinnym 1 .
Gordon uśmiechnął się.
— Jeżeli nic nie przeszkadza prócz ojca...
— Co? Co chcesz przez to powiedzieć?
Gordon znowu się uśmiechnął.