Z ,,Wigilii"
Siedzę i myślę, czemu cię kochać musiałem.
Serce rozpala się wspomnieniem, jaśnieje przebłyskami ognia, co w najtajniejszej głębi mej duszy się żarzy.
Zmrok wieczorny w kościele wiejskim. Głęboka cisza. Cisza oczekiwania czai się na sklepieniach i ścianach, cisza w parnym upojeniu kadzideł, cisza w głuchym, jakoby podziemnym, odgłosie organów.
Kamienne filary rzucają gęste cienie, ostre i czarne plamy przy głównym ołtarzu, co się w blasku setek świec jarzy, niejasne i rozpłynięte w średniej nawie, a pod chórem rozlane w ciepłych pieszczotach półzmroku. A jakby odległe drganie powietrza rośnie coś i płynie przez kościół, wznosi się jakby ciche westchnienie, pręży się jak tygrys przysadzony do skoku, a naraz 2 pęka cisza, ryknęły organy, a z żelaznych objęć ciszy i czekania wyrywa się pieśń straszna, potężna, pieśń co mury rozpiera i groby rozsadza, pieśń bólu i dnia sądnego:
Salve Regina 3 .
I znowu noc. Iskrzy się niebo, o iskrzy się jak olbrzymia przestrzeń przed dworcami wielkich miast. Miliony świateł, jeden olbrzymi las rozpalonych pochodni, światła i światełka wichrzą, piętrzą się w górę, spływają w jedno ognisko — a w dali kwieci się łąka różnobarwnych palących się kwiatów.
A woń róż rozkwitłych płynie gdyby jaśnienie mgieł w parnej nocy letniej. I widzę tłum ludzi z jarzącymi się świecami, a ponad nim zwiesza nieszczęście czarne skrzydła upiora. I znowu śpiew, straszny, bolesny; śpiew, co serce szarpie i mózg przepala.
A pieśń staje się linią, oddech wiosny przybiera kształty, nastrój duszy stroi się w tęczowe barwy, a skłębiony chaos barw, dziwnie poplątane kształty i linie, oddech i woń: to wszystko tak różne, tak rozmaite, ale we wszystkim brzmi ten sam ton nastroju, ten sam akord, co wraz 4 w inne się formy wciela.
Bo w głębiach duszy przemienia się drżące wzruszenie i nabożna skrucha mrocznych kościołów w miękkie a drobne kształty twego ciała, a odległe drganie ciszy i westchnień stapia się w cichym zamyśleniu twych oczu — głucha pieśń smutku i bólu: toć to tęsknota twego głosu.