O miłości
Dzieło to nie miało najmniejszego powodzenia; uznano, że jest niezrozumiałe, i nie bez racji. Dlatego w tym nowym wydaniu autor starał się zwłaszcza o jasność w oddaniu myśli. Opowiedział, jak mu się one nastręczały; napisał przedmowę, wstęp, wszystko, aby być jasnym. Mimo tych starań na stu czytelników, którzy czytali Korynnę 2 , nie znajdzie się ani czterech, którzy by zrozumieli tę książkę.
Mimo iż tomik ten traktuje o miłości, nie jest on romansem, a zwłaszcza nie jest tak zabawny jak romans. Jest to jedynie ścisły i naukowy opis pewnego szaleństwa, bardzo rzadkiego we Francji. Panowanie konwenansów, które bardziej jeszcze przez obawę śmieszności niż wskutek czystości naszych obyczajów, wzmaga się z każdym dniem, uczyniło ze słowa dającego tytuł tej książce wyraz, którego nie uchodzi niemal wymawiać po prostu i który może zgoła wydać się nieprzyzwoity. Musiałem się nim posłużyć; ale naukowa surowość języka uchroni mnie tu, mam nadzieję, od wszelkiego zarzutu.
Znam paru sekretarzy ambasad, którzy po powrocie będą mi mogli oddać tę przysługę 3 . Do tej chwili cóż mógłbym odpowiedzieć ludziom, którzy przeczą opowiadanym przeze mnie faktom? Prosić, aby nie słuchali.
Można zarzucać egotyzm formie, którą obrałem. Wolno mówić podróżnikowi: „ Byłem w Nowym Jorku, stamtąd udałem się do Ameryki Południowej, dotarłem do Santa Fe de Bogota. Komary i moskity trapiły mnie przez drogę, tak że na trzy dni pozbawiły mnie użytku prawego oka”.
Nikt nie obwini tego podróżnika, że lubi mówić o sobie; przebacza mu się wszystkie ja i mnie , bo to jest najjaśniejszy i najbardziej zajmujący sposób opowiedzenia tego, co widział.
Aby tedy być jasnym i malowniczym — o ile zdoła — autor niniejszej podróży po mało znanych okolicach ludzkiego serca powiada: „Udałem się z panią Gherardi do kopalni soli w Hallein... Księżna Crescenzi powiadała mi w Rzymie... Pewnego dnia w Berlinie spotkałem pięknego kapitana L. ...” Wszystkie te drobne wypadki zdarzyły się istotnie autorowi, który spędził piętnaście lat w Niemczech i we Włoszech. Że jednak bardziej był ciekawy niż czuły, nigdy nie doznał najmniejszej przygody, nigdy nie doświadczył żadnego osobistego uczucia, które by warte było opowiedzenia; gdyby go zaś podejrzewał kto o tę ambicję, większa jeszcze ambicja broniłaby mu oddać pod prasę drukarską swe serce i sprzedawać je publicznie po sześć franków, jak ci, co jeszcze za życia ogłaszają swoje pamiętniki.
Stendhal
Tadeusz Boy-Żeleński
---
Księga pierwsza
Rozdział IV
Rozdział V
Rozdział VI. Gałąź salzburska
Rozdział VIII
Rozdział IX
Rozdział X
Rozdział XI
Rozdział XII. Dalszy ciąg krystalizacji
Rozdział XIV
Rozdział XV
Rozdział XVI
Rozdział XVII. Piękno zdetronizowane przez miłość
Rozdział XVIII
Rozdział XIX. Dalszy ciąg wyjątków od piękności
Rozdział XX
Rozdział XXV. Prezentacja
Rozdział XXXIII
Rozdział XXXVI. Dalszy ciąg zazdrości
Rozdział XXXIX bis. Lekarstwa na miłość
Księga druga
Rozdział XL
Rozdział XLIV. Rzym
Rozdział XLIX. Dzień we Florencji
Rozdział LIII. Arabia
Rozdział LV. Zarzuty przeciw wykształceniu kobiet
Rozdział LVI. Ciąg dalszy
Różne fragmenty
1
2
3
4
5
6
7
8
9
10
11
12
13
14
15
16
17
18
19
20
21
22
23
24
25
26
27
28
29
30
31
32
33
34. Naturalność
35
36
37
38
39
40
41
42
43
44
45
46
47
48
49
50
51
52. Duma kobieca
53
54
55
56
57
58
59
60
61
62
63
64
65
66
67
68
69
70
71
72
73
74
75
76
77
78
79
80
81
82
83
84
85
86
87
88
89
90
91
92
93 bis
94
95
96
97
98
99
100
102
103
104
105
106
107
108
109
110
111
112
113
114
115
116
117
118
119
120
121. Rojenia metafizyczne
122
123
124
125
126
127
128
129
130
131
132
133
134
135
136
137
138
139
140
141
142
144
145
146
147
148
149
150
151
152
153
154
155
156
157
158
159
160
161
162
163
164
165
166
168
169
170
Przyczynek
Uzupełnienia
Fiasko
Ernestyna czyli narodziny miłości
O charakterze Francuzek